Rezerwat Tsavo w Kenii

Każdy z nas zapewne niejednokrotnie widział film przyrodniczy przedstawiający losy dzikich zwierząt. Dzięki ogrodom zoologicznym mamy możliwość na własne oczy zobaczyć zwierzęta, będące bohaterami wszelkich dokumentów emitowanych w telewizji. Nic jednak nie zastąpi widoku dzikich zwierząt w ich naturalnym środowisku. Wybierając się w podróż do Kenii, możemy być pewni, że doświadczymy prawdziwego, dzikiego świata.

Kenia leży w środkowej części Afryki, dokładnie na samym równiku. Krajobraz tam występujący jest bardzo zróżnicowany i stanowi idealne środowisko dla dzikich zwierząt. Każdy, kto odwiedza Kenię, powinien udać się na safari. Mnie się to udało i z wielką przyjemnością podzielę się z wami swoimi wspomnieniami.

Wycieczkę do parku Tsavo, a dokładnie do jego wschodniej części, zakupiłem u lokalnego handlarza przy plaży hotelowej. Cena była atrakcyjna, a program wycieczki bardzo interesujący. Postanowiłem więc zaryzykować. Na safari jedzie się samochodem terenowym, głównie ze względów praktycznych oraz ze względu na bezpieczeństwo. Wyprawa zajmuje cały dzień, dlatego wyjazd rozpoczyna się bardzo wczesnym rankiem. Dojeżdżając do parku, przewodnik zwraca uwagę uczestnikom naszej wyprawy na zakaz opuszczania pojazdu. Atmosfera panująca w aucie była doskonała. Pan pilot miał niebywałe poczucie humoru i prosił, aby po sfotografowaniu i nacieszeniu się odnalezioną zwierzyną, mówić „Alleluja”.

Wjechaliśmy do Tsavo. Już na samym wjeździe przywitała nas ogromna leniwa małpa, siedząca na wielkim kamieniu. Jedziemy dalej. Początkowo bardzo trudno jest wypatrzeć zwierzęta. Ich barwy doskonale zlewają się z roślinnością, tworząc idealny kamuflaż. Nagle pilot zatrzymuje się i po prawej stronie wskazuje nam wielką lwicę – to matka ze swym małym kociątkiem, ukryta pośród wielkich traw. Widok niczym z filmu. Kocica myła maleństwo, a potem zaczęła się z nim bawić. Alleluja, zawołaliśmy uradowani. Jedziemy dalej. Na drodze spotykamy różne okazy zwierząt: antylopy, gazele, zebry, małpy oraz piękne, wielkie ptaki. Na szczególną uwagę zasługują żyrafy. Były ogromne, a do tego niezwykle powabne. Widać było, że uwielbiają być obserwowane, przez co też idealnie pozowały do zdjęć. Jedziemy dalej i nagle przez środek drogi przebiegają guźce. Tata-guziec na początku, kolumna młodych i na koniec mama. Według lokalnych mieszkańców guźce są symbolem Kenii. Trasa jest malownicza, a teren zmienia się z każdym kilometrem. Mijamy wyschnięte koryta rzeki, a po chwili trafiamy na zielony wysyp typowych, afrykańskich drzew. Pośród nich znajdujemy ogromną rodzinę czerwonych słoni. Wystarczyło dobrze się przyjrzeć, by dostrzec, jak malec trzyma się matczynego ogonka. Tsavo to jedyne miejsce na świecie, gdzie słonie mają takie zabarwienie, wywodzące się od koloru ziemi. Kończąc podróż, gdzieś w oddali, zobaczyliśmy małe bajorko a w nim kąpiącego się hipopotama.

Wszystko to, co można było przeżyć podczas tej jednej wyprawy, tworzy jedno z moich najpiękniejszych wspomnień. Lwica bawiąca się z małym, słoniątko podążające za swą mamą, to coś, co pozostanie ze mną na zawsze. Dlatego warto podróżować – zebranych wspomnień oraz przeżytych doświadczeń, nikt nie jest w stanie nam odebrać.